|
Zapraszamy do drugiej edycji konkursu prozy i poezji - pióra w ruch Rodacy!
‘i ty możesz zawsze sobą być
możesz w zgodzie ze swą duszą żyć
możesz szczęście znajdywać
możesz sławę zdobywać
co dnia’
Są dni, kiedy nawet najtwardsi z nas zastanawiają się: a może zostawić to wszystko, może nawet wrócić… Każdy też ma swój sposób na odpędzenie tej myśli. Często z melancholii rodzą się rzeczy piękne i warte zachowania. Dla tych, którzy lubią przelać to, co w głowie, na papier – mamy drugą edycję ‘Na Bagnisku’.
Tym razem połączyliśmy prozę i poezję. Obie te sztuki pielęgnuje patronka konkursu, pani Bożena Intrator, której słowa piosenki ‘Szklane kulki’ posłużyły – dzięki jej uprzejmości – za nasze motto. Oto regulamin:
Warunkiem przystąpienia do konkursu jest przesłanie na adres per4mer@mycork.org
- jednego tekstu – opowiadania, noweli, pamiętnika – własnego autorstwa (w formie załącznika w programie Word) o wielkości do 15 tysięcy znaków;
i / lub
- jednego wiersza własnego autorstwa (w formie załącznika w programie Word) dowolnej wielkości;
- danych osobowych, jak imię, nazwisko, wiek, miejsce zamieszkania, numer telefonu (ten ostatni tylko do wiadomości organizatorów) z adnotacją ‘Zgadzam się na opublikowanie nadesłanej pracy oraz moich danych w Internecie i prasie w ramach konkursu ‘Na Bagnisku’. W temacie maila należy napisać – w zależności od pracy – Proza na Bagnisku lub Poezja na Bagnisku.
UWAGA! Konkurs jest skierowany do zamieszkujących Zieloną Wyspę. Prace spoza Irlandii mogą być ocenione poza konkursem.
Publikacja danych będzie dotyczyła tylko osób, które zwyciężą. I w prozie i w poezji zwyciężyć może jedna osoba, choć jurorzy zastrzegają sobie możliwość wyróżnień. A oto jury: Ewa Stolarczyk, Andrzej Chudziński i ja. Ewentualne kwestie sporne rozstrzygać będą jurorzy. Ostatnim dniem nadsyłania prac jest 1 marca 2009.
Z daleka przychylnym okiem będzie patrzeć pani Bożena Intrator ( bozenaintrator.com ), która kieruje do uczestników te słowa listu:
‘Do uczestników konkursu poezji i prozy „Na bagnisku“.
Kiedyś mieszkałam w Nowym Yorku i pracowałam z moim mężem (obecnie już byłym mężem) w reklamie. Na początku wydawało mi się, że w reklamie pracują albo artyści, albo przynajmniej ciekawi ludzie. Kiedy robiliśmy kampanię IBM na świat – rzeczywiście z takimi ludźmi miałam szansę współpracować.Do dziś utrzymuję kontakt z niektórymi z nich – między innymi z jednym z najfantastyczniejszych montażystów świata – zmontował wiele filmów Olivera Stona, większość Roberta Redforda a oprócz tego wiele teledysków największych gwiazd – nazywa się Hank Corwin i jest właścicielem Lost Planet (studia montażowe w Los Angeles, Nowym Yorku i San Francisco). Ale takich artystów jak on w reklamie jest niewielu. I tak jak on - prawdziwi artyści opuszczają reklamę, jak tylko uda im się zacząć realizować swoje cele artystyczne.
Ci, którzy na stałe w reklamie pozostają, to ludzie, którzy wątpią w to, że realizując cele artystyczne będą w stanie zarabiać na życie. Mój były mąż nie pozwalał mi pisać wierszy, bo twierdził, że z wierszy nikt nie żyje, chyba, że jest Noblistą, ale Noblistów jest niewielu i wielu z nich pochodzi z bogatych rodzin, etc… więc ja powinnam każdą chwilę poświęcać kreacji kampanii reklamowych, bo to one przynoszą nam bardzo porządne dochody i oboje mamy talent do ich wymyślania.
Kilka lat więc spędziłam w istnym młynie – najpierw w Nowym Yorku, potem w Paryżu – śpiesząc się z agencji do studia, a potem ze studia na plan zdjęciowy, a potem jeszcze późnym wieczorem znowu do agencji.
Ze sztuką nie miało to wiele wspólnego, ponieważ nawet jeśli sztuki do tych kampanii używaliśmy, to nie realizowaliśmy swojego wnętrza i wyższych duchowych celów, tylko kreowaliśmy wizerunki firm, produktów i ludzi.
Po kilku latach poczułam, że mam w duszy dziurę i że powiększa się ona z dnia na dzień. Zaczęłam wpadać, jak wiele osób w reklamie, w depresję. Pewnego dnia poczułam, że nie mam już prawie duszy, tylko czarną dziurę i jeśli nie zaryzykuję i nie skończę z dotychczasowym życiem – ta czarna dziura mnie wchłonie i umrę.
Bałam się zostawiania pokaźnych wpływów, latania pierwszą klasą, domu letniego nad Atlantykiem, weekendów w najpiękniejszych miejscach i hotelach świata, ale ta czarna dziura w duszy wysunęła się na zewnątrz i skutecznie przysłaniała widoki z okien pięknych hoteli, najpiękniejsze ciuchy świata, najlepsze potrawy. Słyszałam słowa różnych kolegów z reklamy i przede wszystkim mojego męża – z wierszy się nie utrzymasz. Urodziłam się nie w USA, czy we Francji, ale w Polsce, moi rodzice nie byli w stanie pomóc mi przeskoczyć przez ten pierwszy okres – kiedy to sztuka nie przynosi wystarczających dochodów. Wiedziałam, że mogę liczyć tylko na siebie.
Ale moja dusza zmusiła mnie do skoku na głęboką wodę. Zostawiłam wszystko i wyjechałam do Wiednia z niewielką sumką na koncie (w końcu 10 lat pracowałam w reklamie). Zostawiłam męża, życie w największych metropoliach i znowu zaczęłam pisać wiersze. Napisałam też powieść. Kiedy pojechałam w pierwszą trasę autorską po Austrii moja czarna dziura w duszy skurczyła się do rozmiarów dziurki od klucza. Była tam jeszcze, ale nie straszyła mnie już tak bardzo. Wprawdzie pieniądze szybko się rozpływały i musiałam zacząć naprawdę walczyć o przeżycie, ale na szczęście spotkałam na swojej drodze wspaniałego człowieka, który wierzy w to, że wiersze to coś tak ważnego, że nie można ich zostawiać dla zwykłego zarabiania pieniędzy – tym człowiekiem jest Klaus Maria Brandauer. Był moim sąsiadem w Wiedniu. Bardzo się zaprzyjaźniliśmy. To on w najtrudniejszych momentach moich zwątpień przypominał mi o tym, co jest ważne, przypominał mi o tym, ze powinnam pisać wiersze po to, żeby tacy aktorzy jak on mieli co czytać. Za każdym razem jak już myślałam o powrocie do reklamy, powstrzymywał mnie od tego, a ja szukałam innych dróg. A właściwie nie szukałam, one się znajdowały. Tak właśnie stało się z tekstami piosenek – pojechałam do Polski na premierę sztuki Esther Vilar, której przekład zrobiłam. To był mój pierwszy przekład i pierwsza premiera teatralna. Na dodatek w teatrze prowadzonym przez jednego z najwybitniejszych reżyserów teatralnych w Polsce – Mikołaja Grabowskiego. Po premierze zajechałam do przyjaciółki w Warszawie. I na imprezie u sąsiadów znalazła się książka z moimi wierszami, ktoś zaczął je czytać i zapytano mnie, czy nie zechciałabym napisać tekstów piosenek do filmu o Bożym Narodzeniu? Nigdy jeszcze nie napisałam żadnej piosenki, ale powiedziałam tak. Napisałam te piosenki, a pan Krzysztof wybrał słowa jednej z nich zatytułowanej „Szklane kulki“ na motto tegorocznego konkursu poezji organizowanego przez niego.
“i ty możesz zawsze sobą być
możesz w zgodzie ze swą duszą żyć
możesz szczęście znajdywać
możesz sławę zdobywać
co dnia”
Mam nadzieję, że wszyscy państwo niezależnie od tego, czy otrzymacie nagrody, czy weźmiecie po prostu udział w konkursie, poczujecie trochę radości z tego powodu, że stworzycie coś nowego, coś, co wypłynie z waszej duszy.’
Fundatorami nagród są Stowarzyszenie MyCork ( MyCork.org ) oraz Salonik Prasowy Badacz ( Badacz.eu )
Zatem do dzieła!
|