Lukrecja to zioło, które znalazło zastosowanie zarówno w lecznictwie, jak
i kosmetyce. Surowcem leczniczym i kosmetycznym jest głównie korzeń lukrecji, który po
ususzeniu przybiera kolor żółty i jest bardzo słodki, dzięki zawartości glicyryzyny (kwasu
glicyryzynowego) – związku, który jest 50. razy słodszy od białego cukru.

W starożytnym Egipcie na rolach papirusu opisano uzdrowicielskie działanie lukrecji.
Indyjski prorok Brahma zalecał używanie lukrecji jako eliksir życia; środek wzmacniający i
kosmetyczny. Według Rzymian lukrecja miała działanie terapeutyczne na kaszel,
przeziębienie i katar. W średniowieczu sądzono, że lukrecja zawdzięcza swe działanie mocom
nieczystym z powodu jej czarnego koloru. W odrodzeniu lukrecja stała się popularnym
środkiem leczniczym i aptekarze chętnie sami ją uprawiali po czym wyciąg z korzenia
lukrecji mieszali z cukrem.
Bohaterka dzisiejszego artykuły ma również spore zasługi dla urody. W kosmetologii ekstrakt
z korzenia rośliny stosuje się w serum, tonikach, mydłach, żelach, kremach i szamponach.
Substraty lukrecji działają przeciwgrzybicznie, przeciwwirusowo, antybakteryjnie,
przeciwalergicznie, łagodzą podrażnienia i stany zapalne skóry, także te spowodowane
promieniami słonecznymi. Roślina jest również obecna w składzie kosmetyków stosowanych
w razie łuszczycy lub zmian atopowych skóry. W kontekście pielęgnacji, ważną rolę
odgrywają też jej właściwości nawilżające, o których wspomnieliśmy w poprzedniej części
tekstu. Lukrecja regeneruje komórki skóry i niweluje zmarszczki.

Odwar z korzenia lukrecji wykorzystuję w swoim kremie przeciwstarzeniowym, który
możecie znaleźć tutaj: www.midnightmeadow.com podobnie jak na Facebooku i Instagramie.
Zapraszam serdecznie.