Tym razem inaczej…

Święta, święta i po świętach. Jeszcze dwa lata temu otworzyłabym kalendarz i zaczęła przeliczać, ile tygodni zostało do wakacji, a w szczególności do mojego urlopu. Potem rozpisałabym sobie szczegółową dietę na podstawie nowinek znalezionych w internecie i ułożyła wymagający plan treningowy. I przez te 4 miesiące/12 tygodni/ 100 dni do urodzin cioci Stasi (niepotrzebne skreślić) trzymałabym się tych założeń. Bo tak, te internetowe diety bardzo często działają. I na stosunkowo krótki okres czasu jest motywacja, zacięcie, energia. I efekty były. Nie raz. I nie dwa. I nawet więcej razy niż trzy. Od „po świętach”, od 1 stycznia, od następnego poniedziałku. Wszystko, byleby schudnąć szybko i nie wstydzić się siebie na plaży/ imprezie sylwestrowej/weselu kuzynki.

Znasz ten schemat? Może sama już go przerobiłaś? (Piszę zwracając się do pań, ale znam wielu panów którzy też przez to przeszli. I ten blog jest także dla Was, Panowie). Czy coś tu Cię nie zastanawia? Jak to, co roku te same postanowienia, co roku – i to kilka razy do roku, te same 5/10/20 kg do zrzucenia? Jedyna różnica – za kazdym razem odrobinę trudniej. Odrobinę mniej się chce. Odrobinę mniej „schodzi”, mimo że wysiłek ten sam.

Nie wiem jak ty, ale ja mam dość. Dość powtarzania tych samych błędów. I to błędów nie w doborze diety czy planu treningowego, ale błędów w sposobie myślenia o dietach, o odchudzaniu. Błędów w podejściu – do siebie samej, do swojego zdrowia, do swojego ciała.

Jeśli więc szukasz rozwiązania pod hasłem „szybko i łatwo zrzucisz 200 kg w 2 tygodnie” – nie spodoba Ci się ten blog. Ten blog jest prezentacją (i powolnym wcielaniem w życie) mojego autorskiego programu stworzonego po latach badań naukowych, czytania, rozmawiania z osobami chcącymi zrzucić niechciane kilogramy – czyli uczenia się co działa a co działa, ale na krótką metę (lub też nie działa w ogóle).

Temat 1: Dlaczego czas ma znaczenie

Kojarzysz aktorkę Dominikę Gwit? Przez pewien czas było o niej głośno nie ze względu na talent aktorski (a ma kilka fajnych ról za sobą), ale ze względu na jej wagę. Otóż pani Dominika schudła 50 kg w dość krótkim czasie. Zaczęła opowiadać o tym, jak kocha swoje nowe ciało, jak warto było wyrzec się tego czy tamtego, żeby osiągnąć swoje cele. Po czym… dopadł ją efekt jojo. Odzyskała (z tego co wiem – z nawiązką) utracone kilogramy.

Nie zamierzam jej krytykować. Sama nie raz popełniłam dokładnie te błędy co ona. Nie zamierzam też twierdzić, że jej tusza jest moją (czy Twoją) sprawą, mimo że mówimy o osobie publicznej. Ale jest to doskonały przykład prostej, a tak trudnej do zaakceptowania (gdy o odchudzaniu mowa) zasadzie: co nagle to po diable. Czy jak to mówią tutejsi „slow and steady wins the race”. Tempo odchudzania ma znaczenie.

I tu tkwi sedno sprawy – wielu ludziom wydaje się, że utrata zbędnych kilogramów będących efektem wieloletniego zaniedbania lub problemów zdrowotnych zajmie kilka tygodni. Jesteśmy gotowi głodzić się, z równoczesnym bieganiem na siłownię 6 razy w tygodniu po 3 godziny – ale tylko gdy mamy świadomość, że te tortury potrwają miesiąc, góra trzy. A potem następuje powrót do starych schematów a wraz z nim – utrapiony efekt jojo.

Znam, niestety, mnóstwo osób, które wpadły w pułapkę takiego myślenia i takiego działania. Sama jestem jedną z nich. Doskonale zdaję sobie sprawę, że nie dorobiłam się nadwyżki kilogramów w ciągu kilku tygodni. To były lata – w moim przypadku efekt tycia rozpoczął się kilka lat temu upadkiem ze schodów. Potem przyszły kłopoty z niedoczynnością tarczycy. A potem… Tu już sama sobie szkodziłam nieodpowiednią dietą i rozwiązaniami „na szybko”. A kiedy już zdawałoby się że odkryłam „swoją” drogę – zaszłam w ciążę zakończoną nieplanowanym cesarskim cięciem.

Tym razem, zamiast zaczynać coś „na szybko”, dałam sobie czas. Czas, aby moje ciało doszło do siebie. Czas, aby moja psychika zaakceptowała zmianę w życiu o nazwie „macierzyństwo”. Czas, aby dopracować plan działania. Ten sam, który teraz zamierzam tu przedstawiać wpisami publikowanymi w każdą środę.

I będę dawać sobie czas – czas na zmianę nawyków, czas dla mojego ciała aby bez szoku i drastycznych rozwiązań zmienić sylwetkę, czas aby mój mózg zaakceptował pewne nieodzowne modyfikacje stylu życia. Nie będzie „szybko” – będzie (mam nadzieję) skutecznie i z rozmysłem. I na podstawie rzetelnej wiedzy opartej na renomowanych źródłach naukowych. Zapraszam do śledzenia mojej historii i moich postępów. A jeśli spodoba Ci się to co robię – przyłączenia się do mnie.

Dr Maja Skowron-Grześkowiak jest doktorem nauk o kulturze fizycznej. Specjalizuje się w psychologicznych czynnikach wpływających na aktywność fizyczną i odchudzanie. Ponadto posiada tytuł specjalisty do spraw żywienia, certyfikat trenera personalnego ze szczególnym uwzględnieniem sportów siłowych oraz jest absolwentką studiów podyplomowych z dziedziny psychodietetyki. Prywatnie – zapalona harcerka, działaczka społeczna i mama 4.5-miesięcznego Konrada.