Dziś o malowaniu – zresztą dość niezwykłym, gdyż wykonywanym w miejscu raczej nietypowym. Sztuka malowania twarzy w wykonaniu „Oki Doki Face Painting” całkowicie mnie oczarowała niedawno na Family Picnic w Cork. Niekończące się kolejki podekscytowanych dzieci do stanowiska, na którym te arcydzieła na twarzy powstawały, cierpliwość dziewczyn, które je wykonywały oraz radość i zaskoczenie na twarzach świeżo umalowanych, były czymś, co chyba każdego by poruszyło. Gdy miałam już odchodzić, pojawiła się nagle, ku uciesze gromadki licznie przybyłych dzieciaków, wata cukrowa –  również w wykonaniu Iwony, która wcześniej z takim zamiłowaniem oddawała się malowaniu ich twarzy. Dowiedziałam się następnie, że na tym nie koniec aktywności tejże osoby, gdyż zaangażowana jest ona również w inne twórcze działania. Uznałam, że temat jest warty zgłębienia i opisania, więc postanowiłam porozmawiać z Iwoną Stelmach – sprawczynią niezliczonej liczby uśmiechów podczas wspomnianego już Pikniku.

Skąd wziął się pomysł na „face painting”?

Trudne pytanie… W zasadzie to ciężko określić. Złożyło się na to kilka kwestii. Zawsze lubiłam malować, zawsze lubiłam zabawę z dziećmi i nie lubię bezczynności. Z czasem moja córka zaraziła się tą pasją i teraz wymieniamy się doświadczeniami, pomagamy sobie i cieszymy się, że stało się to świetnym sposobem na spędzanie wspólnie czasu.

Czy trzeba być uzdolnionym plastycznie, aby móc wykonywać takie „dzieła”, czy też każdy mógłby się czymś takim zająć?

Myślę, że jakiś zmysł artystyczny jest potrzebny ale przede wszystkim cierpliwość i umiejętność działania pod presją czasu. Zwłaszcza, gdy nie widać końca kolejki a każda buzia chce pięknie wyglądać. Nieraz słychać nerwowe wzdychania rodziców… Wtedy trzeba zachować zimną krew, uśmiechać się i skupić na zadaniu. Bardzo ważną rolę odgrywają dobre farby, profesjonalne pędzle i oczywiście trening. Najlepszą nagrodą jest odbicie uśmiechniętej buzi w lustrze po skończonej pracy. Na tym zależy mi najbardziej.

Czy skończyłaś jakąś szkołę lub studia w kierunku plastycznym?

Nie. Z zawodu jestem informatykiem, choć w zawodzie nigdy nie pracowałam…

Jesteś także twórczynią Clown Gapcio. Czy Clown nadal „działa”, czy przeszedł już do historii?

Clown Gapcio „imprezował” sobie prawie 7 lat i przyszedł czas, by odpocząć. Po prostu chciałam coś zmienić – lubię nowe wyzwania, więc to był dobry czas na zmiany. I tak powstał mój/nasz projekt Oki Doki face painting. Mówię „nasz” nie bez przyczyny, bo mój i Dominiki, mojej 19-letniej córki. I choć dzieci wciąż wołają na mnie Gapcio, to nie przeszkadza mi to zupełnie. Teraz zajmuję się tym samym, jednak nie przebieram się już za klauna. Uwielbiam to co robię, bo daje mi to możliwość poznawania nowych ludzi, dawania radości dzieciom a także integrowania się z lokalną społecznością.

Słyszałam, że ostatnio założyłaś również Amatorską Grupę Teatralną „Pani Sowa”. Skąd pomysł na kolejną twórczą aktywność? Czy masz aż tyle wolnego czasu? 

Pani Sowa to zwariowany pomysł, ale udało nam się stworzyć tak wspaniały, zgrany i szalony team, że teraz wiem – razem jesteśmy w stanie zrobić wszystko!

Chciałam stworzyć coś, by pokazać naszym dzieciom, że również my dorośli potrafimy się bawić, że nasz język jest piękny ale przede wszystkim, że my rodzice też mamy pasje. Dzieci spędzają mnóstwo czasu w domu, przed komputerem a ja pomyślałam, że czas wyjść do ludzi. Pokażmy naszym dzieciom, że trzeba mieć dystans do siebie, umieć się śmiać i wygłupiać, bo nikt nie jest idealny. A odnośnie czasu wolnego… nie wiem co to jest! Lubię, gdy wiele się dzieje, lubię ludzi i lubię przebywać w ich towarzystwie.

Czy odbywają się już jakieś próby lub występy?

Naszym pierwszym przedstawieniem jest Czerwony Kapturek. Próby odbywały się u nas w domach, w MyPlace Midleton i w GAA.

Jest nas 7 osób: Asia, Basia, Ewelina, Hania, Asia, Artur i ja. Każdy odpowiedzialny jest za inną kwestię, jednak wymieniamy się pomysłami, wspólnie planujemy a przy okazji staliśmy się przyjaciółmi. Same napisałyśmy scenariusz, zrobiłyśmy scenografię i przygotowałyśmy muzykę. Może nie do końca wszystko było idealne, ale jak najbardziej prawdziwe a gromkie brawa po pierwszym „spektaklu” to najlepsza rekompensata za stres jaki nam towarzyszył. Zostaliśmy przyjęci niezwykle ciepło a wiele osób wyraziło chęć przystąpienia do naszej grupy. Nic nie jest w stanie zatrzymać tej lokomotywy…

Masz jeszcze jakieś plany i pomysły na kolejne działania?

Pomysłów nam nie brakuje. Jest tyle pięknych utworów, które chcielibyśmy przygotować, więc ostro zabieramy się do pracy. Gorąco zapraszam wszystkich chętnych do wspólnej zabawy. Wszystkie pomysły niezmiernie mile widziane.

Gdyby ktoś był zainteresowany kontaktem z OKI DOKI Face Painting, to zapraszamy na profil Facebooka: https://www.facebook.com/OkiDokiFacepainting/