Dziś zaproszenie na wystawę fotograficzną, którą określiłabym jako ponadczasową, gdyż podejmującą temat bliski chyba każdemu. Dotyczy bowiem tego, co spotyka w życiu każdego z nas – nieuchronności zmierzenia się z przemijaniem zarówno naszych bliskich, jak i nas samych. Wystawę Philipa Toledano pod tytułem „Maybe: Life&Love” („Może: Życie&Miłość”) można oglądać do 24 czerwca w Crawford Art. Gallery (Lower Gallery) w Cork.

Jak napisała Susan Sontag w swojej niezwykłej książce „O fotografii”: „Fotografie potrafią zapaść w pamięć mocniej niż filmy, ponieważ rejestrują oddzielne jednostki czasu, a nie jego przepływ. Telewizja to strumień niestarannie dobranych obrazów, z których każdy wymazuje poprzednika ze świadomości widza. Nieruchoma fotografia to chwila obdarzona przywilejem trwałości, zmieniona w niewielki, płaski przedmiot, który można przechowywać i oglądać do woli.” Odwiedzając w minionym tygodniu wystawę fotografii Philip Toledano miałam bardzo silne poczucie prawdziwości tychże słów. Z pewnością fotografie oraz towarzyszące jej opisy zdjęć zapadają w pamięć, nie pozwalając przejść obojętnie wobec tematu, który proponuje nam fotograf.

Każdy z nas próbuje się jakoś określić, zdefiniować, nadać sens naszej egzystencji, poczuć choć przez chwile, że nasze życie coś znaczy – pomimo jego przemijalności, nieuchronności końca i niezrozumienia istoty naszego bytowania. Wystawa Philipa jest nie tylko uzewnętrznieniem tej rozpaczliwej potrzeby nadania jakiegoś sensu naszemu istnieniu, ale także pokazuje próbę oswojenia się z lękiem przed tym co nieuniknione – naszą przemijalnością, starzeniem się i umieraniem. Zapewne wszyscy nad tym od czasu do czasu myślimy, jednak chyba niewielu ma odwagę, aby o tym głośno mówić. To, co porusza w kontakcie z autorem fotografii, jest jego szczerość i otwartość, z jaką mówi o utracie bliskich i odchodzeniu. Wystawa jest wynikiem jego bardzo osobistych doświadczeń – śmierci bliskich mu osób, zmagania się z chorobą ojca oraz własnymi lękami dotyczącymi swojej przyszłości.

Kilka słów o samej wystawie: Wystawa składa się z dwóch części. Pierwsza nosi tytuł „Days with my Father („Dni z moim ojcem”) i pokazuje zdjęcia, które zostały wykonane w okresie opieki nad swoim chorym na demencję ojcem. Wystawie towarzyszą także dość szczegółowe opisy postępującej choroby ojca i próby radzenia sobie fotografa z tą sytuacją. Oglądając te zdjęcia oraz film, który towarzyszy wystawie, myślałam o tym jak bardzo fotografowanie pozwala nam radzić sobie z trudnymi emocjonalnie sytuacjami. Nadaje dystansu i sprawia, że potrafimy inaczej spojrzeć na fotografowany obiekt, może być też formą katharsis – uwolnienia od cierpienia, odreagowania napięcia w nas nagromadzonego. Być może też dzięki fotografowaniu najbliższych jest nam jakby łatwiej pogodzić się z ich odchodzeniem, mając poczucie, że dzięki zapisaniu ich na kliszy (czy obecnie raczej na nośniku cyfrowym), zatrzymujemy ich na zawsze. Podczas spotkania z publicznością, które odbyło się 13 kwietnia, autor zdjęć z charakterystyczną sobie szczerością wyznał: „Przez pierwszy rok było naprawdę ciężko zorientować się jak radzić sobie z jego demencją, a także żyć z tą myślą, że on umiera. Myślałem o mojej śmiertelności cały czas.”

Druga część wystawy jest odniesieniem do powyższych słów. Jej tytuł to „Maybe” („Może”) i ukazuje zdjęcia, będące odzwierciedleniem wręcz obsesyjnego myślenia i wyobrażania sobie potencjalnych scenariuszy dotyczących swojej przyszłości. Zdjęcia te powstały w okresie 2012-2015 roku, kiedy to przez trzy lata fotograf podejmował próbę oswojenia swoich lęków przed czekającą go przyszłością. Starał się wyobrazić sobie, co może się stać z nim przez najbliższe 40 lat swojego życia. Ogarnięty lękiem przed przemijaniem, między innymi: poddał się badaniom DNA, aby stwierdzić na jakie choroby jest narażony, odwiedził też różnego rodzaju astrologów, wróżbitów oraz inne osoby mające zdolności parapsychologiczne, poddał się również hipnozie, a także przeszukiwał statystyki firm ubezpieczeniowych. Z pasją i zaangażowaniem próbował stawić czoła przyszłości a co za tym idzie swoim lękom, które ogarnęły go po śmierci mamy w 2006 roku oraz podczas opieki nad odchodzącym ojcem. „Byłem pochłonięty myślą o tym, co może się ze mną stać w przyszłości. Nie mamy pojęcia co nas w przyszłości czeka. Moim głównym odczuciem było to, że cokolwiek może się wydarzyć.”

Stawiając czoła tym lękom, wyobraził sobie siebie w różnych możliwych scenariuszach. Przykładowo, jakby to było, gdyby miał wylew i musiał jeździć na wózku inwalidzkim – wobec czego sfotografował siebie jako starca jeżdżącego na wózku. Co więcej, aby wczuć się w tę rolę, zapisał się na lekcje aktorstwa, na których uczył się poruszania jak dziewięćdziesięcioletni starzec. Na zdjęciach, na których siedzi na wózku inwalidzkim (wykonane zresztą jako pierwsze z całego cyklu), mógł, jak sam wyznał, choć odrobinę poczuć się jak swój ojciec. Na spotkaniu z publicznością podsumował to doświadczenie w następujący sposób: „Ludzie patrzą na ciebie, jakbyś już nic nie znaczył”. Pasja z jaką podszedł do tego projektu zaowocowała wcieleniem się w różne role, które tylko mógł sobie wyobrazić i chciał poczuć – między innymi były to postacie: pijaka, osoby otyłej, biedaka, gwiazdy czy też osoby umierającej. Efekt tych wyobrażeń i ról, w które wszedł można obejrzeć właśnie na wystawie.

Podczas spotkania Philipa Toledano z publicznością opowiadał także o bardzo osobistych doświadczeniach śmierci swoich najbliższych. Każdy z nas ma poczucie straty bliskiej nam osoby, każdy próbuje sobie z tym na swój własny sposób jakoś poradzić. Kiedy umarła matka Philipa w 2006 roku, wiedział, że wszystko nagle się zmieniło. Miał wówczas 24 lata i poczuł, jakby świat mu się zawalił – to, co wydawało się tak pewne i stałe, nagle zniknęło, przeminęło, zostawiając po sobie pustkę nie do wypełnienia. Wcześniej, jak sam stwierdził, wydawało mu się, że rodzice są wieczni. Gdy jednak okazało się, że tak nie jest, poczuł, że właściwie nic nie jest tak oczywiste, jak był wcześniej przekonany. Kiedy wrócili z pogrzebu z ojcem, tata zapytał go: „gdzie jest mama?”, gdyż jego pamięć nie zanotowała faktu śmierci i pogrzebu ukochanej żony. Na każde wspomnienie Philipa o śmierci matki, ojciec na nowo przeżywał tę wiadomość, jakby za każdym razem słyszał ją po raz pierwszy – tak bowiem osoby z demencją często funkcjonują, to znaczy pamięć krótkotrwała nie przenosi informacji do pamięci długotrwałej, jakby wymazując nowe wydarzenia i fakty. Za którymś razem Philip zrozumiał, że jego zadaniem jest uszczęśliwianie ojca, co mógł osiągnąć jedynie poprzez okłamywanie go. Od tej pory mówił, że mama wyjechała do Paryża. I to chyba był też moment, kiedy zaczął powoli rozumieć jak żyć z najbliższą mu osobą, która ma demencję.

Wystawę, moim zdaniem, warto odwiedzić. Zarówno zdjęcia, jak i opisy do nich tworzą historię, która skłania do refleksji, zaciekawia i przyciąga naszą uwagę na dłuższą chwilę. Pokazuje bowiem uniwersalną potrzebę wyobrażenia sobie własnej przyszłości oraz dostarcza tematu do dyskusji nad zagadnieniami, których zazwyczaj unikamy – przemijaniem i śmiercią.

http://www.crawfordartgallery.ie/Phillip-Toledano-2018.html

Agnieszka Majnusz