Już w ten piątek, 24 maja 2019, odbędą się wybory. W Irlandii my, jako Polacy, mamy prawo głosować w dwóch głosowaniach: wybory do Europarlamentu oraz w lokalnych wyborach samorządowych.

Jeśli chodzi o te ostatnie, wizerunki kandydatów wiszą na chyba każdej napotkanej latarni. Kandydaci z większym zapleczem finansowym zapychają nam skrzynki ulotkami zachęcającymi do głosowania właśnie na nich. Niestety, mi osobiście w ciągu 7 lat od kiedy tutaj mieszkam nie zdarzyło się, żeby kandydat z moich okolic osobiście zapukał do moich drzwi porozmawiać o tym, jakie działania poprawią moje, Polki, życie w Cork. A szkoda.
Dlatego też byłam bardzo miło zaskoczona, kiedy podczas Apelu Niepodległości zorganizowanego przez ZHP Cork z okazji obchodów 100-lecia Odzyskania Niepodległości, podszedł do mnie przemiły starszy pan i nie pytając o moje preferencje wyborcze zapytał wprost: „jak, jako urzędujący (jeszcze) radny mogę pomóc harcerzom a także reszcie Polonii w Cork”. Chciałabym Wam przedstawić tego pana.

Maja Skowron: Dzień dobry, dziękuję Ci bardzo, że zgodziłeś się na ten krótki wywiad

Radny Tim Brosnan: To ja dziękuję. Jestem mile zaskoczony, że go zaproponowałaś.

MS: Czy mógłbyś przedstawić się naszej corkowskiej Polonii? Od kiedy jesteś radnym w Cork City?

TB: Oczywiście. Nazywam się Tim Brosnan i po raz pierwszy zostałem wybrany do Cork City Council w czerwcu 1991. Czyli działam jako radny miasta od 28 lat. Jestem najdłużej działającym radnym miasta, powtórnie wybranym w 1999, 2004, 2009, 2014 i startuję ponownie teraz, w 2019. Jestem z tego dumny, gdyż z moich obserwacji wynika, że politycy rzadko kiedy są wybierani więcej niż dwa lub trzy razy. Aby zasłużyć sobie na taki zaszczyt, trzeba naprawdę ciężko pracować na zaufanie swojej lokalnej społeczności.

MS: 28 lat, szmat czasu. Co określiłbyś jako swój największy sukces polityczny?

TB: Ciężko wybrać jedną rzecz. Ale właśnie dziś rano pukałem do drzwi potencjalnych wyborców w jednej z okolic mojego dystryktu wyborczego Mayfield/Glen, składającej się głównie z domów socjalnych. Kiedy po raz pierwszy zostałem wybrany w 1991, te domy były w dość opłakanym stanie. Dzięki moim wysiłkom, zostały one odnowione, od fasad, przez okna, zagospodarowanie terenu ogródkowego, nowe parkingi w okolicy. To chyba mógłbym nazwać największym osiągnięciem. Mniejsze to tysiące już chyba spraw, w których pomogłem indywidualnym wyborcom. I to widać, właśnie przez to, że nadal cieszę się poparciem swojej społeczności. Do tego chciałbym wymienić 20 lat pracy w City Education Board – byłem do niedawna w zarządzie m.in. College of Commerce. Bardzo lubiłem tę pracę, bo miałem kontakt ze studentami i mogłem im także pomagać. Co ciekawe, coraz więcej studentów właśnie tej uczelni to Polacy, a ściślej mówiąc Polki, które chcą osiągnąć sukces w swoich działaniach – biznesowych i innych

MS: Czym powinien się odznaczać, jakie cechy charakteru powinien mieć kandydat na radnego?

TB: Przede wszystkim musisz mieć czas. Jeśli chcesz wykonywać pracę radnego dobrze, musisz poświęcić wiele czasu na kontakt z wyborcami. Nie mówię tu tylko o kampanii – to właśnie po tym, jak zostaniesz wybrana czy wybrany, musisz poświęcić czas na wysłuchanie problemów indywidualnych i zbiorowych i włożyć mnóstwo pracy w próby rozwiązania tychże problemów. W poprzednich wyborach została wybrana dość duża grupa młodych ludzi, dwudziestoparolatków świeżo po studiach. To naprawdę świetni ludzie, pełni energii i nowych pomysłów. Niestety, część z nich nie zdecydowała się na powtórne kandydowanie, gdyż odkryli, że po prostu nie mają na tyle czasu by zarówno rozwijać swoją karierę, zajmować małymi dziećmi i jeszcze pracować społecznie. Do tego też trzeba wziąć pod uwagę, gdzie jest się zatrudnionym. Najlepiej mieć swój własny biznes. Gdybym był zatrudniony w jakimkolwiek sektorze budżetowym (administracja publiczna, policja, wojsko itp.) bycie radnym działałoby przeciwko mnie.
Kolejna cecha dobrego radnego – umiejętność słuchania i rozmawiania z ludźmi tak, by czuli się wysłuchani i zrozumieni. No i jest jeszcze jedna rzecz – są kandydaci, którzy kandydują do Rady Miasta tylko po to, żeby „wyrobić sobie” nazwisko i móc później kandydować do irlandzkiego Parlamentu. Ja nie mam takich ambicji, nigdy nie miałem. Jest mi dobrze tu, gdzie jestem i praca na poziomie lokalnym sprawia mi wiele przyjemności i daje mnóstwo satysfakcji.

MS: Jeśli zostaniesz wybrany, co chciałbyś osiągnąć w tej kadencji?

TB: Moim głównym celem są działania skierowane na polepszenie sytuacji mieszkaniowej. Potrzeba nowych domów socjalnych. Do tego mamy problemy z dość słabymi regulacjami, jeśli chodzi o wysokość czynszów. Właściciele mieszkań są postrzegani jako chciwi, niestety czasem nie bez powodu. Ludzie o mniejszych zarobkach powinni być w stanie kupować mieszkania od państwa, nie od prywatnych właścicieli sztucznie zawyżających ceny domów. Plus inwestycja w budowanie nowych, tanich domów – istnieje duży potencjał na zysk w przemyśle budowlanym, o ile zarówno rząd, jak i lokalne władze będą wspierać odpowiednimi regulacjami takie działania. Druga ważna sprawa to lepsze rozwiązania w zakresie pomocy medycznej.

MS: Skupmy się teraz na sytuacji Polonii w Cork. Dzięki Twojemu zainteresowaniu i inicjatywie niektóre z polonijnych organizacji uzyskały wsparcie finansowe dla swoich działań. Co spowodowało, że sam zaoferowałeś nam swoją pomoc? Przecież jesteśmy rozsiani po całym Cork więc większość z nas nie może na Ciebie zagłosować.

TB: No cóż, poznałem Ciebie! Nasze obchody zakończenia I Wojny Światowej zbiegły się z Waszym, harcerskim Apelem. Przyznaję szczerze – byłem pod wielkim wrażeniem tego wydarzenia, tłumu jaki zebrał się pod pomnikiem w tym szczególnym dniu. W dodatku mój szwagier ma swoją firmę w Little Island, AMS, i zatrudnia w niej wielu Polaków. Od długiego czasu słyszę od niego, że gdyby mógł, zatrudniłby Was jeszcze więcej. Odkąd Polska dołączyła do Unii Europejskiej i zaczęliście masowo przyjeżdżać tu pracować – wyrobiliście sobie opinię ludzi uczciwych, ciężko pracujących a w dodatku umiecie się bawić i nie ma z Wami żadnych problemów.

MS: Skoro nas tak lubisz, to czy byłbyś skłonny wesprzeć inicjatywę utworzenia Domu Polskiego w Cork, o który wraz z ekipą MyCork zabiegamy?

TB: Oj, muszę być ostrożny z odpowiedzią (śmiech)! Każda społeczność chciałaby taki swój ośrodek. Niestety, w obecnej sytuacji mieszkaniowej i budowlanej raczej nie ma takich budynków, które Rada Miasta mogłaby po prostu oddać. Ale są inne rozwiązania, mam kilka pomysłów, które możemy omówić i jeśli Wam się spodobają – będę zabiegał u Rady Miasta o wsparcie tych rozwiązań. Ale już zorganizowałem wsparcie w Urzędzie Miasta dla Waszych obchodów 11 listopada, tak aby pomóc Wam co roku, nie tylko na stulecie tak ważnych dla polskiej kultury i historii wydarzeń.
Ale mam jeszcze jedną sugestię, szczególnie dla dzieci i młodzieży – zapisujcie się do lokalnych klubów sportowych. Hurling, rugby – to ważne sporty dla Irlandczyków i takie kluby łączą wielu ludzi. Kto wie, jakie kontakty moglibyście zdobyć poprzez tego typu zaangażowanie? W dodatku tutaj pojawia się kolejna kwestia – z mojego doświadczenia, z rozmów z Polakami wynika, że wielu z Was żyje trochę tak na krawędzi dwóch światów – traktuje swój pobyt tutaj bardzo czasowo. Tymczasem lata mijają, dzieci tutaj dorastają i nie chcą zostawiać przyjaciół, znanego sobie życia. Wtedy rodzice sami nie wiedzą, czy wracać, czy zostać. I to jest jak najbardziej ok. Ale osobiście myślę, że warto traktować Irlandię jako swoją nową ojczyznę. Głosować, angażować się lokalnie, zarówno w polskich jak i irlandzkich klubach i organizacjach. Uczyć się języka, studiować. Jeśli kiedyś warunki pozwolą na powrót, nic nie stracicie. A jeśli zdecydujecie się jednak zostać, to będziecie już częścią tutejszej społeczności. Dlatego tak bardzo podoba mi się idea Festiwalu Polska-Eire. Widać, że Wasza społeczność chce się z nami integrować, a to bardzo ważne.

MS: Czy w takim razie Polacy powinni czynnie angażować się w lokalną politykę, na przykład startować w lokalnych wyborach samorządowych?

TB: Zdecydowanie tak. Im więcej w Was będzie reprezentować interesy polskiej społeczności w Radzie Miasta Cork, tym lepiej dla Was. Jest 5 lat na przygotowanie się do kolejnych wyborów. Radzę zacząć starania już teraz. Jeśli ktoś rozważa taki ruch, powinien zaangażować się w działania społeczne. Tak, praca dla Polonii, na przykład poprzez pomoc w inicjatywach MyCork, jest bardzo ważna. Jednakże kandydat na radnego/radną musi też zaangażować się dla całej społeczności lokalnej swojego miejsca zamieszkania tak, aby stać się rozpoznawalnym. Trzeba chodzić od domu do domu, pukać, rozmawiać z ludźmi o ich potrzebach. Poznać ich.
Ale nawet jeśli nie chcesz kandydować – głosuj. Masz prawo, jesteś u siebie – głosuj. My jako kandydaci nie wiemy na kogo głosowałeś. Ale dostajemy potem listę ludzi, którzy faktycznie poszli i zagłosowali. I bardzo często jest tak, że jeśli nagle masz jakąś sprawę i dzwonisz do City Council, radny z reguły sprawdzi, czy głosowałeś (nie ważne na kogo). I jeśli nie poszedłeś głosować, od razu Twoja sprawa schodzi na dalszy plan. Dlatego też – czy chcesz sam zostać politykiem czy po prostu chcesz być traktowany na równi z Irlandczykami, głosuj, głosuj, głosuj!

MS: Dziękuję. Bardzo mi miło, że poświęciłeś swój czas na tę rozmowę.

TB: To ja dziękuję. Za polskie ciastka też, naprawdę pyszne!

Councillor Tim Brosnan kandyduje w północno-wschodniej części Cork. Okręg ten obejmuje Upper Glanmire, White’s Cross, Dublin Hill, Ballyvolane, Mayfield, St.Luke’s, Montenotte, Tivoli, Glanmire, Riverstown and Sallybrook.